flickrchicks - pink girls

06 January 2006

Moon Dreams

Byłam napalona. Byłam chętna. Ale dobre chęci to nie wszystko. Po 10 minutach miętoszenia piersi (nie znoszę miętoszenia) podniecenie ulatniało się niczym kamfora. Kolejne pięć minut beznadziejnej minety i chciałam już tylko pójść spać.
Mimo to zawsze lubiłam seks. Nawet taki kiepski. Chyba po prostu lubię mężczyzn. ;)
I tak to wyglądało dopóki nie poznałam Jego. Gwoli ścisłości - dopóki go nie zaciągnęłam do łóżka. Rozkwitłam. Fakt, zawsze wiedziałam czego chcę, nie bałam się i zwykle wykazywałam inicjatywę. Ale z Nim to prawdziwe rżnięcie. Burza hormonów. Ostra jazda. Spełnianie zachcianek i fantazji. Poszukiwanie nowych doświadczeń.
Jedno wielkie BUM. A wcale nie jesteśmy zakochani. Po prostu coś między nami iskrzy. Mamy podobne lub uzupełniające się doskonale upodobania. On lubi dominować i zlać mi tyłek. Ja lubie uległość i czerwone ślady na pupie. On lubi, kiedy biorę go do ust (a kto nie lubi? ;)). Ja uwielbiam to robić. Czasami wręcz czuję głód. Głód członka, heh.
Rozmawiałam z Nim. Wiem co nieco o jego poprzednich panienkach (3 znałam osobiście, heh). Widziałam zdziwienie w jego oczach, kiedy pociągnęłam Go pierwszy raz na łóżko. Kiedy tej samej nocy zrobiłam Mu loda, choć nawet o tym słowem nie wspomniał (myślał, że nie będę chciała). Więc chyba te pingwiny to częste zjawisko... Przyznał się, że też miewał problemy z oziębłymi kobietami. A więc to nie tyle kwestia wprawy, co chemii. Albo magii, jak kto woli. Bo w końcu dlaczego mnie wprawia w drżenie bez wysiłku, mimochodem wręcz. A z poprzednią się męczył, starał i nic. Przecież między ostatnim razem z nią a pierwszym razem ze mną (zajebistym zresztą) niczego nowego się nie nauczyła. Co najwyżej udoskonalił technikę walenia konia, heh.
Skąd się biorą chętne laski?
To jakie masz podejście do seksu to wyjściowa wielu czynników. Ja wiem, że to oklepane ale jeśli rodzice podchodzą do seksu jako do czegoś normalnego (tak jak moi), to seks cię ciekawi a nie przeraża. Nie jest napiętnowany, więc i ty nie będziesz napiętnowana, jeśli zaczniesz go uprawiać.
Po drugie - masturbacja. Potrafi zdziałać cuda. Choć podobno nie w każdym przypadku. Ja, kiedy jestem samotna, zmieniam się w prawdziwą onanizacyjną nimfomankę. Zahaczam wręcz o nałóg ale z drugiej strony - wiem, co to przyjemność. Nie boję się dotykać. Lubię zrobić sobie dobrze. Lubię to uczucie. Mam ogromne doświadczenie, heh. To dodaje pewności. Uczy zaspakajania pragnień. Rozwija wyobraźnię... ;)~
Po trzecie i chyba najważniejsze - LUBIĘ SIĘ. Nie jestem ideałem. Mam szczerą nadzieję, że pasztetem jednak też nie jestem. Trochę za dużo tu, trochę tam. Ale to moje ciało, dbam o nie. Wklepuję balsamy, gładzę nogi i lubię się jeszcze bardziej. To, że mam takie podejście to wynik niezachwianej postawy mojego Ojca (dla niego zawsze jestem najlepsza) oraz bagażu doświadczeń uzbieranych w liceum i podczas studiów. Trudno jest za pierwszym razem, potem każdy kolejny facet jest łatwiejszy do zdobycia. Każdy komplement, każde zainteresowane spojrzenie, każdy wzwód z mojego powodu pozwalają mi łatwiej zaakceptować siebie. Nie, nie wierze komplementom. Nie ufam ich treści. Ale jeśli ktoś zdobył się na niebanalny komplement, to sam fakt mi pochlebia.
Straciłam cnotę, bo powiedziałam zniecierpliwiona „włóż go wreszcie!”. Mojego Pana też zaciągnęłam do łóżka, czym go ostro zszokowałam, bo on był pewien, że jestem na etapie całowania i trzymania się za ręce. Heh, byłam na takim etapie na pierwszej randce, czyli dzień wcześniej. To ja zasugerowałam anala. Czytam te wszystkie bzdurne babskie magazyny i biorę do serca porady z Cosmo, heh. Notorycznie oglądam pornosy i czytam gejowskie opowiadania pornograficzne. Słucham co On mi mówi. Rozmawiamy o seksie otwarcie. Wysyłam zbereźne esmsy. Przebieram się, zamieniam się w słodką uczennicę albo potulną służącą. Jestem uległa, a czasami wyrywam się jak zajadła kotka. Chyba jednak pingwinem nie jestem... HEH.
Od paru lat obserwuję moją koleżankę. Bardzo ładna. Śliczna twarz, trochę za duży tyłek i brak biustu. Inteligentna i interesująca. W moim wieku. Dziewica. Ludzie się dziwią. Jak to? Taka ładna??
Ładna kobieta, która nie wierzy w siebie. Która nie znosi własnego ciała. Która nie daje sobie rady z własną cielesnością. Niedoświadczona, więc tym bardziej przerażona. Zawstydzona, bo przecież już powinna mieć jakieś doświadczenie... Zamknięta w skorupie. Nie znająca smaku pocałunku. Panikuje, kiedy obok niej znajdzie się facet. Zwłaszcza ten, który jej się podoba. Strach ją paraliżuje. Wygadana w gronie kobiecym, znana z ostrego języka, milknie, kiedy pojawia się Ten Właśnie Facet. Zastanawiam się, co poszło nie tak. Co ją tak wypaczyło...
Czeka na kogoś, kto uzna, że warto się pomęczyć. Który zrozumie, że ten mur to nie jest obojętność ale strach przed zranieniem i rozczarowaniem. Który usłyszy wołanie o pomoc w opryskliwej odpowiedzi. I jak ją tu przekonać, że faceci też się boją? Że im bardziej im zależy, tym bardziej są niepewni. Że lękają się zranienia? (heh, przynajmniej ich znaczna część ;))
Więc proszę, dajcie im szansę, tym wszystkim pingwinkom. Postarajcie się do nich dotrzeć. Jeśli to nie poskutkuje, rzućcie taka w cholerę. Może po prostu do siebie nie pasujecie w łóżku. Albo po prostu wy, faceci, wcale nie jesteście takimi ruchaczami jakimi byście chcieli być. ;]

Znaleziono na: janne.blox.pl

0 Comments:

Post a Comment

<< Home